Uchroń się przed traumą z Kucykiem.
Druga połowa grudnia to magiczny czas pełen radości i szczęścia. Świąteczne zakupy, wspólne gotowanie i powszechna atmosfera życzliwości, tym są właśnie święta. Na filmach.
W rzeczywistości to pieprzony Wietnam. Koszmar przed którym może uchronić Cię tylko Kuc Filolog.
Każdego roku jest tak samo. Nawet w tureckim kebabie stoi gigantyczny Mikołaj, stacje radiowe katują piosenki o odrzuconym przeszczepie serca, a wszyscy podliczają stan konta i liczą, że z okazji świąt wpływy pojawią się przynajmniej kilka dni wcześniej. Święta wypływają z każdej strony, ale przy odrobinie dobrej woli można ignorować fakt, że się zbliżają. Do momentu, kiedy zauważy je Twoja rodzina.
Tu właśnie zaczyna się nasza szkoła przetrwania.
Proces świąteczny składa się z sześciu kroków. Są to odpowiednio prezenty, zakupy, przetwarzanie produktów, drzewo, wieczerza i dwa dni agonii. Trzymajcie się blisko mnie, a wszyscy wyjdziemy żywi z tej dżungli.
1. Prezenty
O prezentach pisałem czas temu. Edycja świąteczna nie ma większego sensu, zwłaszcza, że wszyscy macie inne rodziny. Unikajcie skarpet, krawatów i dezodorantów. To naprawdę gówniane prezenty. Jeśli chcecie naprawdę kogoś ucieszyć choinkowym szrotem przyjmijcie jedną zasadę - gift musi być taki, żeby obdarowany był w stanie się nim pobawić w jakikolwiek sposób. Niezależnie czy będzie to książka, nóż sprężynowy, wiertarka czy alkomat. Z tego powodu bon do Empiku jest fajny jako wyjście awaryjne, ale warto dorzucić do niego cokolwiek. Taki Matras na przykład posiada w asortymencie książki za dziesięć złotych. Wiem, że nie wymieniłem przykładowych prezentów dla kobiet. Liczę, że kobiety zrobią to za mnie pod tekstem. A teraz najważniejsze. Nigdy nie zostawiajcie prezentów na ostatnią chwilę. Rok temu jakoś mi zeszło i odkryłem, że muszę zrobić zakupy w wigilijny poranek. Po czym, zgodnie ze swoją naturą, poszedłem spać o świcie. Jak sobie przypomnę tempo w jakim szedłem do hipermarketu i konieczność znalezienia, pośród wyczyszczonych do zera półek, prezentów w ciągu piętnastu minut, to dostaje dreszczy.
2. Zakupy
Jeden z największych etapów świąt. Wbrew pozorom najbardziej opłaca się go wziąć na swoje barki i zostawić innym gotowanie. Chcecie wiedzieć co zrobić by wizyta w hipermarkecie przeszła gładko jak gówno przez gęś? Słuchajcie Kuca.
Przede wszystkim upewnijcie się, że macie słuchawki i naładowaną baterię w telefonie. Następnie zróbcie małą rewolucję w słuchanej muzyce. W miejscu do którego się udajecie nie ma miejsca na We found love in hopeless place (mała dygresja: Ten tytuł cholernie mi się kojarzy z przypadkiem kiedy otworzyłem toi toi'a na Woodstocku i zobaczyłem konsumującą związek parę). Tak czy inaczej - potrzebujecie muzyki do walki. Zachęcam do wszelkich form rocka i metalu przeplatanych muzyką filmową. I tu znów uczulam - żadnego Króla Lwa. Następnie zróbcie sobie wielką kartkę z listą niezbędnych zakupów. Kropnijcie setkę lub dwie dla animuszu i ruszajcie na pole bitwy. Przed wejściem do hipermarketu załóżcie słuchawki. Szczelnie. Jeśli jesteście palący wypalcie od razu ze dwa papierosy - trochę czasu w środku spędzicie. Wybierzcie wózek - tu nie ma marginesu błędu, koła muszą się ruszać jak murzyni w MTV. Wszystko gotowe?
Wejdźcie do środka i ruszajcie w stronę bramki wejściowej. Nie zatrzymujcie się i nie patrzcie w oczy tym wszystkim damskim wersjom Mikołaja i anielicom. One tylko na to czekają, żeby wcisnąć Wam Colę, Snickersa albo worek cementu i kielnię. Bramka za Wami? Czas powiedzieć Good Morning Vietnam.
Robiąc świąteczne zakupy trzeba liczyć się z tym, że ktoś w nocy przestawił wszystkie regały. Nie ma więc większego sensu przeszukiwanie pamięci przy użyciu frazy "Gdzie jest psia karma?" I tak będzie w innym miejscu. Musicie metodycznie przesuwać się z jednego krańca na drugi próbując - w miarę możliwości - ściągnąć z półek wszystkie potrzebne Wam rzeczy. Pod żadnym pozorem nie ściągajcie słuchawek. Gdy zrobiłem to rok temu w moje ucho wdarł się wizg Nazgula obwieszczający "Jaaaaanusz, rodzynek tych dużych już nie ma!". No i przesrane. Świąt nie będzie, trzej królowie mogą zawracać. Rodzynki wyszły.
Nie wspominając już o Wham! z piosenką o przeszczepie i niezatapialnej Maryli Rodowicz.
Jednym z plusów Waszej decyzji jest to, że kto pojechał po zakupy ten pojechał po alkohol. To od Was zależy ile go będzie i w jakim kształcie - macie niepowtarzalną okazję wyrwać się z koszmarnego ucisku Kadarki. Ze swojej strony polecam Porto Tawny. I wszelkie japońskie wynalazki pędzone na śliwkach. Sami wiecie najlepiej ile litrów wziąć. Dodam, że na ogół nawet najwięksi abstynenci podczas wigilii lubią w siebie pompować alkohol, więc 'jeszcze jedna butelka' to dobry pomysł. Niezależnie od tego ile razy już na niego wpadliście w ciągu kwadransa. W ten sposób po drugiej rundzie w teorii macie komplet zakupów i można udać się do kasy. Nie zapomnijcie jednak po drodze zgarnąć czasopismo albo dwa. Trochę tam postoicie. Ustawcie wózek w kolejce i stańcie plecami do niego. To powinno Wam zaoszczędzić technicznych uderzeń pod kolano. Pozostało już tylko zostawić w kasie majątek, załadować zakupy na wielbłąda i wrócić do domu. Gdzie jesteście zwolnieni z robienia czegokolwiek. Uniknęliście własnie takich rozkoszy jak..
3. Przetwarzanie produktów
...no właśnie. Prawdę mówiąc jedynym znanym ludzkości rozwiązaniem jest wyjście z domu. Nawet facet nie ma spokoju - zawsze się znajdzie coś do ukręcenia, czy coś do ubijania. Własnej kobiety nie wypada zostawić. W innych wypadkach - zbierać się w grupy i wycofywać do najbliższego pubu.
4. Drzewo
Tu farta i handicap mają ci, którzy posiadają młodsze rodzeństwo. Wtedy problem choinki spada im z barków, dzieciarnia ją okleja łańcuchami i lampkami - wszyscy się cieszą. Gorzej mają jedynacy. Muszą zejść do piwnicy, znaleźć sztuczną sosnę spod której prezent wyjmował jeszcze Mieszko I, otrzepać ją z martwych szczurów i zanieść do domu. A później objechać bombkami. Rozwiązania swą dwa. Albo możemy zasłonić się zakupami albo..tak. Wycofać do najbliższego pubu.
5. Wieczerza
Chyba najtrudniejszy punkt programu. I najbardziej złożony. Inaczej wygląda wigilia w gronie rodziny..codziennej, inaczej spędy wszystkich możliwych ciotek. A jeszcze inaczej ma się kwestia gdy jeszcze ściągnięto Wasz obiekt uczuć, który będzie maglowany i wałkowany ze wszystkich stron.
Pewne barykady warto postawić zaraz na początku. Jako siedemnastolatek zagroziłem, że za życzenie mi 'żebyś był grzeczny' wychodzę i idę do knajpy. Rok temu odmówiłem spożywania sprasowanego Jezusa i związanej z tym pseudo-życzeniowej szopki. W tym roku zamiast karpia wyartykułowałem zapotrzebowanie na dzika. Druga kwestia to plan awaryjny. Jedni z Was lubią się napić wódki z wujkiem Zdzichem. Inni dostają cholery siedząc przy stole. Tym drugim proponuję wymówić się jakąś randką, spotkaniem z kolegą co w Grecji mieszka, albo czymkolwiek podobnym. I emigrować do przytulnej knajpy. Pamiętacie nadmiar wina jaki przynieśliście do domu? Jedną butelkę profilaktycznie schowajcie na własny użytek. A resztę pacyfikujcie. Każdy alkohol nieco inaczej wpływa na człowieka. Wino rozwesela i pozwala znieść cały ten cyrk spokojnie. Unikajcie drażliwych dla siebie tematów, ale nie wahajcie się - w razie potrzeby - twardo zaznaczyć, że danej kwestii nie chcecie dotykać. Jeśli tego nie zrobicie i tak Was cholera strzeli. Ustalcie, które puby są otwarte. I od której. Wigilijne spektrum jest naprawdę szerokie. Inne wady ma wigilia w trzy osoby, a inne w osób dwadzieścia. I - na litość - nie żryjcie tyle, żeby Was musiało pogotowie reanimować. Wbrew pozorom ten wieczór da się przetrwać. Przynajmniej dopóki nikt nie próbuje śpiewać kolęd. Nie wiem jak to wygląda w wypadku spędów rodzinnych, gdzie nagle wszyscy pytają Was o absolutnie wszystko, albo słuchacie debat politycznych w wykonaniu dwóch wąsatych wesołków. Znacie jednak zasadę - plan ucieczki w głowie, alkohol w żołądku i utrzymujcie spokój.
6. Dwa dni agonii
Okres następujący po wigilii. W teorii są to właściwe święta. W praktyce - wszyscy wiedzą, że już po imprezie i zaczynają myśleć o sylwestrze. Trawiąc. Pijąc. I narzekając na koszt świąt.
Tutaj obowiązków właściwie nie ma i trwa pełna samowola. Nie ma sensu doradzać czegokolwiek.
Chyba, że jesteście na wigilii wyjazdowej. W takim wypadku możecie wracać wieczorem do domu i odetchnąć świętym spokojem i niezakłóconą niczym ciszą.
A jeśli...
A jeśli spędzicie te święta tylko z rodziną, którą sami zbudowaliście, względnie ze swoim obiektem uczuć, to po prostu bawcie się dobrze. I wypijcie za tych, którzy moich porad będą potrzebować.